|
piątek, 09 czerwca 2006
Polska - Ekwador: najważniejszy mecz w życiu?
Polska - Ekwador: najważniejszy mecz w życiu?
- Ebi, liczymy na gole - krzyknął w czwartek polski kibic, gdy Euzebiusz Smolarek wchodził do hotelu Sheraton w Essen. Na poważnej twarzy piłkarza pojawił się cień uśmiechu... Dzisiaj o 21 na Arena Arena auf Schalke w Gelsenkirchen, Polska zagra z Ekwadorem. Transmisja w TVP 2.
- Nie mam nawet zamiaru dopuszczać do siebie myśli, że to najważniejszy mecz w życiu. Presja i tak jest wystarczająca. Nie chcemy wyjść na boisko na sztywnych nogach, to odbierze nam 40 proc. wartości - mówi Jacek Bąk. Kapitan reprezentacji jest jednym z czterech w drużynie, którzy mają okazję zrehabilitować się za mundial w Korei (poza nim Krzynówek, Żurawski i Żewłakow). To dla niego ostatnia okazja. Ma 33 lata. Ale nie tylko on - także młodsi piłkarze są świadomi, że dzisiejszy mecz z Ekwadorem jest dla nich przepustką do 1/8 finału. - Kto wygra, będzie miał 80 procent szans na awans - ocenia Edward Klejndinst, asystent Pawła Janasa odpowiedzialny za bank informacji o Ekwadorze.
Siła, ambicja, walka, dyscyplina przeciw fantazji i technice. Widać to nawet po mottach drużyn, które FIFA kazała umieścić na autokarach. "Waleczni i niebezpieczni" - napisali Polacy. "Futbol to moje życie i pasja" - Ekwadorczycy. Nikt nie ma wątpliwości, że Polacy muszą grać ostro, twardo, zdecydowanie, bo w porównaniu z dobrymi technicznie rywalami to właśnie ich atuty.
- Ekwadorczycy obawiają się przewagi fizycznej Polaków - mówi David Ruiz, dziennikarz hiszpańskiej "Marki" piszący o Ekwadorze. - Im szybszy, twardszy i bardziej zacięty będzie mecz, tym lepiej dla Polski. Po stracie gola Ekwador łatwo składa broń, piłkarze się niecierpliwią i nie walczą do końca. Ale jeśli Polacy pozwolą przeciwnikom zwalniać, nie wywrą na nich pressingu, oddadzą pole - to będzie źle, bo wtedy Ekwadorczycy wzniosą się na wysoki poziom. Ja oceniam szanse na 50:50 - dodał hiszpański dziennikarz.
Ekwadorczycy uważają, że pokonanie drużyny Janasa to klucz otwierający zamki do 1/8 finału. - Zwycięstwo nad Polakami da nam 60 proc. szans na awans - mówił ostatnio ich trener Edison Mendez. Od Kostarykan czują się lepsi, z Niemcami raczej nie zdobędą punktów. A więc liczy się dla nich Polska, którą uważają za zespół w swoim zasięgu. Król futbolu Pele mówi, że Ekwadorczycy są lepsi od Polaków i mogą być czarnym koniem turnieju, ale jego rodak, trener Brazylii Carlos Alberto Parreira, twierdzi, że są mocni tylko w Qiuto na 3 tys. m.
- Porażka z Polską to nie koniec świata dla Ekwadorczyków, nie będą więc mieli spętanych nóg. To gracze Janasa będą grali pod presją, a ta nie zawsze pozwala pokazać 100 proc. możliwości - kończy David Ruiz.
Wczoraj polski selekcjoner nie chciał przyznać, że jego zespół jest pod wielką presją. Gdy zapytano go o 300 tys. polskich kibiców, którzy mają się pojawić w Niemczech, odpowiadał: - Spodziewamy się tylko pomocy z ich strony. Jacek Krzynówek przypomniał, że choć pożegnanie z fanami w Chorzowie było przykre (gwizdy po porażce z Kolumbią), to w Niemczech na pewno będzie inaczej. - Będą nas tylko wspierać. Od początku do końca, także w złych chwilach - mówił skrzydłowy. Porażka w dzisiejszej grze na Arena AufSchalke w Gelsenkirchen jest oczywiście możliwa, ale Krzynówek w ogóle nie dopuszcza do siebie takiej myśli.
Jakie myśli ma Janas, wie tylko on sam. Odciął drużynę od świata, treningi były zamknięte, sparing też, a piłkarze musieli prosić, by pozwolił obejrzeć kibicom chociaż rozgrzewkę przed zajęciami. Selekcjoner eksperymentował do końca z ustawieniem i składem. - Pomysł mam w głowie od dawna. Gdybym go nie miał, nie nadawałbym się na trenera. Wiem jak zagramy, ale nic nie powiem. Nawet piłkarze dowiedzą się wszystkiego dopiero na ostatniej odprawie kilka godzin przed meczem - mówił wczoraj.
Taktyka biało-czerwonych
Zagramy z Ekwadorem prawdopodobnie systemem 4-5-1. Tak grali Polacy z Chorwacją. W pomocy było właściwie trzech graczy - dwóch defensywnie ustawionych (Radomski i Sobolewski) oraz Szymkowiak, mający w teorii wspomagać Żurawskiego. Jednak ich pozycje się często wymieniały, a kiedy obaj się cofali, rolę napastników grali Krzynówek i Smolarek. Jeśli Janas zdecyduje się na system 4-4-2, nie zagra Radomski, zaś w ataku pojawi się prawdopodobnie Rasiak. Szymkowiak będzie głównym rozgrywającym, wspomaganym z przodu przez cofającego się z ataku po piłki Żurawskiego.
Kto ma pokonać Ekwador?
Bramkarz:
1. Artur Boruc
Bronić potrafi świetnie jak w meczu z Chorwacją, ale zdarzają się też wpadki - jak z Kolumbią. Celtic Glasgow, 26 lat. Wzrost: 192 cm, waga: 85 kg. 17 meczów w pierwszej reprezentacji.
Obrońcy:
4. Marcin Baszczyński
Trochę ma pecha, bo nasi skrzydłowi (Krzynówek, Smolarek i Kosowski) gry defensywnej unikają jak ognia i musi walczyć za dwóch. Wisła Kraków, 29 l., 183 cm, 70 kg. 32 meczów, 1 bramka.
6. Jacek Bąk - Filar obrony. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie narzeka na żaden uraz. Al Rayyan (Katar), 33 l., 187 cm, 78 kg. 72 meczów, 2 bramki.
2. Mariusz Jop - w Wiśle miejsce zabrał mu... Kłos, teraz on Kłosowi. Atletycznie zbudowany, jeden z największych twardzieli w kadrze. FK Moskwa (Rosja), 28 l., 188 cm, 81 kg. 12 meczów.
14. Michał Żewłakow - W czterech sezonach w Anderlechcie dwa razy mistrz Belgii, trzy razy grał w Lidze Mistrzów, w Pireusie (dziewięć mistrzostw Grecji w ostatnim dziesięcioleciu) zagra z Rivaldo. Anderlecht Bruksela (Belgia), 30 l., 183 cm, 78 kg. 56 meczów, 1 bramka
Pomocnicy:
13. Euzebiusz Smolarek - technicznie nie-Polak. Drybler - w Bundeslidze pojedynki jeden na jednego to sól ligi. Borussia Dortmund (Niemcy), 25 l., 176 cm, 66 kg. 14 meczów, 4 bramki.
7. Radosław Sobolewski - Spec od czarnej roboty. Nawet na treningach "jeździ" kilkumetrowymi wślizgami na wysokości 40-50 cm. Wisła Kraków, 30 l., 182 cm, 79 kg. 19 meczów, 1 bramka.
10. Mirosław Szymkowiak - Dyrygent kiedyś przewracający się na boisku częściej niż Mila. Od wyjazdu do Turcji zadowolony ze wszystkiego. Trabzonspor (Turcja), 30 l., 179 cm, 72 kg. 28 meczów, 3 bramki.
8. Jacek Krzynówek - W formie w eliminacjach, później nieco gorzej. Ale w meczu z Chorwacją wyglądało, że "gaz" wraca. Bayer Leverkusen (Niemcy), 30 l., 180 cm, 73 kg. 58 meczów, 9 bramek.
16. Arkadiusz Radomski - rzadko bez kartki w meczu reprezentacji. Jeden z kilku, którzy grali u Janasa w młodzieżówce i przegrali awans na igrzyska w Sydney. Austria Wiedeń (Austria), 29 l., 180 cm, 81 kg. 20 meczów.
Napastnik:
9. Maciej Żurawski - "Magic", jak mówią Szkoci. Największa gwiazda kadry. Podobno na mundial szykuje kilka sztuczek. Celtic Glasgow (Szkocja), 30 l., 180 cm, 74 kg. 50 meczów, 15 bramek.
Kto zagra przeciwko Polsce?
Bramkarz:
Cristian Mora - nieregularny. Za często wybija piłkę, za rzadko ją łapie. Rada dla Polski? Dużo dośrodkowywać i strzelać. LDU Quito (Ekwador), 27 lat, 185cm, 73kg, 8/0
Obrońcy:
Ulises De la Cruz - doświadczony, ale dość wolny i słaby fizycznie. Aston Villa (Anglia), 32 l, 178 cm, 74kg, 84/5
Ivan Hurtado - przez niego i Espinozę Ekwador przegrał sparing z Macedonią. Naciskani sobie nie radzą. Al Arabi (Katar), 32 l., 180 cm, 77 kg, 130/5
Giovanny Espinoza - spokojny. Trener Suarez twierdzi, że na tak kluczowych pozycjach nie można wystawić nowicjuszy. No to jest Espinoza i Hurtado. LDU Quito (Ekwador), 29 l., 184cm, 85 kg, 56/2
Neicer Reasco - typ skrzydłowego, szybki, ofensywny, ciągnie atak. W najlepszej formie. LDU Quito (Ekwador). 29 l., 170 cm, 73 kg, 31/0.
Pomocnicy:
Edwin Tenorio - wielkie serce do gry i walki. Barcelona (Ekwador), 30 l., 172cm, 64kg, 68/0
Segundo Castillo - rozgrywa, dyktuje tempo, ma bardzo dobre uderzenie z dystansu, więc często rusza pod bramkę. El Nacional (Ekwador), 24 l., 180 cm,76 kg, 11/1
Edison Mendez - najlepszy, najbardziej uniwersalny piłkarz. Nie wolno zostawić mu miejsca, bo jak się rozpędzi bywa nie do zatrzymania. LDU Quito (Ekwador), 27 l., 175cm, 68kg, 64/10
Luis Antonio Valencia - wyłącznie lewonożny, technik. Niechętnie ryzykuje ostre starcia. Recreativo Huelva (Hiszpania), 21 l., 180 cm, 77 kg. 17/3
Napastnicy:
Carlos Tenorio - 21 goli w Katarze i tytuł króla strzelców ligi. Szybki, silny, trudny do upilnowania. Al Sadd (Katar), 27 l., 182 cm, 78 kg, 29/5
Agustin Delgado - wspaniale gra głową. Najlepszy strzelec. Kłopoty ze zdrowiem, przebytych kilka operacji kolana. Kłóci się z trenerem o pieniądze. LDU Quito (Ekwador), 32 l., 187 cm, 83kg, 68/29
Polacy po rozruchu, teraz drzemka
Polacy po rozruchu, teraz drzemka
Już tylko kilka godzin dzieli polskich piłkarzy od pierwszego meczu w mistrzostwach świata w Niemczech. W piątek mają już za sobą rozruch i jedną odprawę taktyczną. Mecz z Ekwadorem o 21.
- Pobudka była o dziewiątej. O jedenastej piłkarze udali się na lekki rozruch na stadion w pobliżu hotelu w Essen, w którym mieszkają od czwartku. Zajęcia trwały pół godziny - powiedział rzecznik reprezentacji Polski Michał Olszański.
Przed obiadem trenerzy zebrali zawodników na pierwszą z dwóch zaplanowanych na piątek odpraw taktycznych. "Druga część będzie miała miejsce bezpośrednio przed wyjazdem na stadion. Po obiedzie, na który Tomasz Leśniak przygotował przede wszystkim specjały kuchni śródziemnomorskiej - ryby, makarony, warzywa, piłkarze będą mieć czas wolny. Większość pewnie będzie starała się zdrzemnąć - dodał Olszański.
Wyjazd na stadion w Gelsenkirchen jest zaplanowany na godzinę 18.30. - Mimo eskorty policji trzeba liczyć, że przejazd potrwa ok. 45 minut - poinformował rzecznik prasowy polskiej drużyny.
Ekstrapremie za zwycięstwo z Ekwadorem
Ekstrapremie za zwycięstwo z Ekwadorem
- Dodatkowy impuls nie zaszkodzi. Możemy zapłacić zawodnikom za zwycięstwo z Ekwadorem. Za remis nie dostaną jednak ani złotówki - powiedział "Przeglądowi Sportowemu" prezes PZPN Michał Listkiewicz, który niespodziewaną wiadomość ma podać piłkarzom tuż przed meczem.
- Za tytuł mistrza świata FIFA płaci 6 milionów dolarów. Ustaliliśmy, że podzielimy się z zawodnikami tym, co zarobimy. Pół na pół? Trochę inaczej, ale blisko - mówił kilka dni temu "Gazecie" Listkiewicz, dodając, że negocjowanie premii z zawodnikami przebiegło szybko i sprawnie.
Polscy zawodnicy sami postulowali przesunięcie pieniędzy na duże premie z fazy początkowej, na zaawansowany szczebel turnieju. - Piłkarze chcieli, żeby im dobrze zapłacić dopiero wtedy, jak awansują do ćwierćfinału - mówił Listkiewicz.
Wiadomo jednak, że za wyjście z grupy Polacy dostaną ok. 800 tys. dolarów do podziału. Listkiewicz utrzymywał, że za pojedyncze zwycięstwa w pierwszej fazie dodatkowych bonusów nie będzie. - Ale prowadzę teraz rozmowy z jednym ze sponsorów, żeby wyłożył pieniądze za ewentualne zwycięstwo z Ekwadorem - mówi prezes. Prawdopodobnie chodzi o kwotę w wysokości 1,5 tys. dolarów dla każdego zawodnika. A być może o więcej. - Niespodziewane nagrody wpływają na piłkarzy stymulująco nawet wtedy, gdy nie są specjalnie wysokie - uważa Listkiewicz.
Niemcy wstrzymują oddech
Niemcy wstrzymują oddech
Michael Ballack to ich największy gwiazdor, reżyser gry, który strzela mnóstwo goli. Zagra, czy nie zagra w najważniejszym meczu we własnym kraju od 32 lat, czyli finału mistrzostw świata z Holandią? O 18 Niemcy grają z Kostaryką.
- Czuję się dobrze i chcę zagrać z Kostaryką - cytuje słowa Ballacka dzisiejszy "Bild". Trener Niemiec Juergen Klinsmann wstrzymuje się jednak z decyzją o wystawieniu swojego kapitana, który ostatnio nie trenował po urazie łydki, którego doznał w towarzyskim meczu z Kolumbią. Tuż po południu Klinsmann ogłosił, że ostateczną decyzję w sprawie Ballacka i dzisiejszego meczu podejmie 90 minut przed meczem. Głos w sprawie zabrał też Franz Beckenbauer, który stwierdził, że lepiej nie ryzykować wystawiania kluczowego pomocnika w meczu z Kostaryką, bo jego kontuzja jest poważna i lepiej dmuchać na zimne.
Kostarykańscy fani muszą szaleć ze szczęścia, kiedy słyszą o problemach Niemców, bo kilkanaście godzin wcześniej, kiedy czekali na swoją drużynę na dworcu kolejowym w Monachium, obawiali się jedynie niemieckiego kapitana. - To denerwujące, że wszyscy uważają nas za przypadkowych słabeuszy - mówił nieoficjalny przywódca komitetu powitalnego, od stóp do głów odziany w narodowe barwy. - Jestem przekonany, że pokonamy Niemców 1:0, tak jak cztery lata temu Senegal ograł Francję. Oni mają tylko Ballacka, reszta to średniacy. Spytaj, kogo chcesz: bardziej boimy się Polski, bo wasi piłkarze są twardzi i silni. Ale możemy pokonać i was. Pamiętasz poprzednie mistrzostwa? Tylko nasi chłopcy strzelili dwa gole Brazylii (przegrali 2:5) i zremisowali z Turcją, brązowym medalistą. To była trudna grupa, nie taka jak teraz, dlatego z niej nie wyszliśmy.
Entuzjazm kibiców podzielał Paulo Wanchope, lider reprezentacji. - Przyjechaliśmy tu, by co najmniej powtórzyć osiągnięcie sprzed 16 lat [awansowali do jednej ósmej finału]. Teraz jesteśmy lepiej zorganizowanym zespołem, nie mamy już takich dziur w obronie, a wszystko dzięki niemu [Wanchope wskazał na trenera Guimaraesa]. Przyszedł przed poprzednim mundialem i odmienił wszystko. A co do kontuzji Ballacka, to o takich jak on zawsze się mówi, że nie zagrają, a potem... Uwierzę dopiero, jak go nie zobaczę na boisku - mówił napastnik, który w reprezentacji strzelił 43 gole.
Niemcy uchodzą za drużynę turniejową, wolno się rozkręcającą, ale teraz chcą zwycięstw od razu, bo zawsze, kiedy wygrywali pierwszy mecz MŚ, sięgali potem po trofeum. W 1954 roku pokonali 1:0 Chile, w 1974 4:1 Turcję, a w 1990 (z Klinsmannem w składzie) - 4:1 Jugosławię. - Taki triumf zawsze był fundamentem sukcesu. Zawodnicy nabierają wiary w siebie, a fani w drużynę - mówi Franz Beckenbauer, zawodnik w 1974 r. i trener w 1990 r. - W meczu otwarcia wszyscy są spięci, bo nikt nie wie, w jakiej formie jest drużyna. Wspaniale przekonać się, że wielkiej - dodaje Lothar Matthaeus, mistrz świata z 1990 r.
Niemcy nigdy nie zaczęli tak dobrze jak cztery lata temu, kiedy pokonali Arabię Saudyjską 8:0. Trzy gole strzelił wówczas Miroslav Klose. - Teraz nie zależy mi na trzech bramkach, ale trzech punktach - zapowiada. - Styl też jest nieważny. Od czarowania są Brazylijczycy, Argentyńczycy i inni. My jesteśmy od wygrywania - dodaje obchodzący dziś 28. urodziny Klose.
Wczoraj każdy niemiecki piłkarz otrzymał od analityka kadry Ursa Siegenthalera DVD z charakterystyką rywali, z którymi będzie toczył na boisku bezpośrednie boje, prezentujące ich silne strony i słabości. A psycholog Hans-Dieter Hermann przeprowadził z każdym rozmowę motywacyjną. - Przekonywałem ich, że na pewno zwyciężą, a jednocześnie chciałem sprawić, by doceniali Kostarykę. Udało się, w drużynie dominują pozytywne emocje - stwierdził. Spotkania odmówił mu jedynie bramkarz Jens Lehmann. Stwierdził, że sam jest dla siebie najlepszym psychologiem.
Dzień wcześniej wszyscy obejrzeli reportaże o życiu w Kostaryce. - Żeby mieli pojęcie, w jakiej kulturze wyrośli rywale - wyjaśnił asystent Klinsmanna Joachim Loew.
Jaką Niemcy obiorą taktykę? - To będzie atak non stop. Inaczej grać przed własną publicznością nie wypada - mówi Klose, król strzelców Bundesligi, który w 25 meczach zdobył 25 bramek, wicekról strzelców poprzednich MŚ.
Mecz otwarcia = niespodzianka?
Niemców może to jednak nie dotyczyć, bo gospodarze mundialu nigdy meczu otwarcia nie przegrali. Ostatnich osiem turniejów zaczynali mistrzowie i mieli problemy
Z ośmiu inauguracyjnych meczów faworyci wygrali tylko dwa. W 1998 roku we Francji Brazylijczycy pokonali 2:1 Szkocję, a cztery lata wcześniej w USA Niemcy wymęczyli 1:0 z Boliwią (gola w 61. minucie strzelił... obecny trener Niemców Jürgen Klinsmann).
Poza tym zdarzały się wielkie niespodzianki - dwukrotnie z udziałem Argentyńczyków. W 1982 roku ulegli 0:1 Belgii, a osiem lat później z Diego Maradoną w składzie przegrali 0:1 z Kamerunem. W meczu otwarcia w 2002 roku Francuzi (wówczas także mistrzowie Europy) przegrali 0:1 z Senegalem, a potem nie wyszli z grupy. Poza tym Brazylijczycy remisowali z Jugosławią (0:0 w 1974 roku), RFN z Polską (0:0 w 1978), a Włosi z Bułgarią (1:1 w 1986).
Gospodarze inaugurowali mistrzostwa podczas pięciu z 17 dotychczasowych turniejów (w latach 30. i w 1954 roku jako pierwsze grały przypadkowe zespoły). Bilans jest dodatni - trzy zwycięstwa i dwa remisy (Anglia - Urugwaj 0:0 w 1966 i Meksyk - ZSRR 0:0 w 1970). Inaugurację pewnie wygrywały u siebie Brazylia (4:0 z Meksykiem w 1950), Szwecja (3:0 z Meksykiem w 1958) i Chile (3:1 ze Szwajcarią w 1962).
I jeszcze jedna prawidłowość ostatnich 40 lat historii meczów otwarcia - mało goli. Od 1966 roku w dziesięciu takich spotkaniach padło zaledwie dziewięć bramek.
Dotychczasowe mecze otwarcia mistrzostw (tłustym drukiem mistrzowie):
1930, Urugwaj: Francja - Meksyk 4:1 (3:0)
1934, Włochy: Niemcy - Belgia 5:2 (1:2)
1938, Francja: Szwajcaria - Niemcy 1:1 (1:1, 1:1)
1950, Brazylia: Brazylia - Meksyk 4:0 (1:0)
1954, Szwajcaria: Jugosławia - Francja 1:0 (1:0)
1958, Szwecja: Szwecja - Meksyk 3:0 (1:0)
1962, Chile: Chile - Szwajcaria 3:1 (1:1)
1966, Anglia: Anglia - Urugwaj 0:0
1970, Meksyk: Meksyk - ZSRR 0:0
1974, RFN: Jugosławia - Brazylia 0:0
1978, Argentyna: RFN - Polska 0:0
1982, Hiszpania: Belgia - Argentyna 1:0 (0:0)
1986, Meksyk: Bułgaria - Włochy 1:1 (0:1)
1990, Włochy: Argentyna - Kamerun 0:1 (0:0)
1994, USA: Niemcy - Boliwia 1:0 (0:0)
1998, Francja: Brazylia - Szkocja 2:1 (1:1)
2002, Korea Płd./Japonia: Francja - Senegal 0:1 (0:1)
poniedziałek, 24 kwietnia 2006
Adamek: Wracam na ring
Adamek: Wracam na ring
Tomasz Adamek być może spotka się w ringu z jednym z najlepszych pięściarzy świata - Glenem Johnsonem. Ale musi się na to zgodzić słynny promotor Don King
Adamek (30 zwycięstw, 21 nokautów) pakuje walizki i pędzi w środę lub czwartek do USA. Potem razem z menedżerem Ziggim Rozalskim lecą na Florydę do Dona Kinga zawrzeć z nim porozumienie.
Rozalski dogadał się wstępnie z menedżerem Johnsona Henry'm Fosterem. Nie ma jeszcze ani terminu, miejsca walki ani kwoty honorarium. Oferta umowy na pojedynek między Johnsonem i 29-letnim Adamkiem została wysłana przez prawników polskiego pięściarza do Kinga już w poniedziałek. Słynny promotor jest podobno bardzo zainteresowany i dlatego zaprosił polski obóz do siebie.
Od tygodni w nowojorskim sądzie leży sprawa o rozwiązanie kontraktu między Kingiem i Adamkiem, czego domaga się polski pięściarz. Według niego King nie wywiązuje się z umowy - m.in. nie zorganizował czterech walk w ciągu roku, do czego się zobowiązał. Sądy nowojorskie są jednak bodaj najbardziej zapracowane i na rozstrzygnięcie można czekać nawet dwa lata. Dlatego Adamek chciałby dojść z Kingiem do porozumienia - stąd przyniesiona na stół oferta z Johnsonem.
Teraz oficjalny promotor Adamka, wciąż jest nim King, powinien wynegocjować warunki pojedynku z Johnsonem.
37-letni Jamajczyk Glen Johnson (44 walki, 10 porażek, dwa remisy, 29 nokautów) był mistrzem świata wagi półciężkiej wersji IBF, ale w grudniu 2004 r. zrezygnował z pasa tej federacji. Walczył z tuzami i zwyciężał ich: pokonał 37-letniego Roya Jonesa Jr (49 zwycięstw, 4 porażki, 38 nokautów) i 38-letniego Antonio Tarvera (24 zwycięstwa, 3 porażki, 18 nokautów), obecnie uważanego za najlepszego pięściarza bez względu na wagę. Tarver się jednak zrewanżował i pół roku po ich pierwszej walce pokonał Johnsona na punkty.
Czy teraz Jamajczyk spotka się z Adamkiem? Fachowa strona internetowa secondsout.com donosi, że menedżer Johnsona Henry Foster rozmawia z 33-letnim Brytyjczykiem Clintonem Woodsem (38 zwycięstw, 3 porażki, 23 nokauty), obecnym mistrzem świata wersji IBF, w sprawie ich walki w lipcu. Mówi się też, że być może odbędzie się pojedynek Jamajczyka z 32-letnim Węgrem Zsoltem Erdei (23 zwycięstwa, 14 nokautów), mistrzem świata wersji WBO. Menedżer Johnsona twierdzi w secondsout.com, że "Adamek, którego ludzie ze mną rozmawiali, jest teraz w prawnym konflikcie ze swoim promotorem Donem Kingiem i nie sądzę, aby walczył w tym roku. Zaś co do walki z Erdei, to nic o tym nie wiem. Nikt do mnie nie dzwonił w tej sprawie".
Z kolei strona internetowa foxsports.com uważa, że najbardziej pożądanym pojedynkiem w wadze półciężkiej byłoby starcie Adamka z Woodsem. "Obaj atakują non-stop, nigdy się nie poddają. Ich walka byłaby wojną" - pisze foxsports.com.
- Ja nie mogę czekać. A na pewno nie dwa lata na rozstrzygnięcie sporu z Kingiem w sądzie. Za chwilę nie będzie z kim walczyć - powiedział "Gazecie" Adamek.
Patrząc na wiek potencjalnych przeciwników - ma rację.
Liczba Adamka - 6
Tyle miesięcy upłynęło od ostatniej walki Polaka, gdy w obronie tytulu pokonał w Duesseldorfie przez nokaut Thomasa Ullricha
niedziela, 23 kwietnia 2006
Piechniak grabarzem Polonii
Piechniak grabarzem Polonii
Polonia może szukać ratunku już chyba tylko poza boiskiem. Na przykład czekać czy Górnik Zabrze uzyska licencję
Polonia Warszawa - Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp. 1:2 - protokół, tabela
Po porażce u siebie z Groclinem poloniści mają taką szansę na utrzymanie jak Wisła Kraków na zdobycie mistrzostwa Polski. Czyli minimalną. Po zakończeniu niedzielnego spotkania większość piłkarzy Polonii upadła na ziemę. W szatni podobno nikt się nie odzywał. - Panowała grobowa cisza - opowiadał obrońca Wojciech Szymanek. - Nie muszę mówić o naszych odczuciach. Przegraliśmy mecz o życie - mówił trener Jan Żurek.
Cztery kolejki przed zakończeniem rozgrywek Polonia ma sześć punktów straty do Górnika Zabrze i Arki Gdynia, siedem do Górnika Łęczna. Gra jeszcze dwa spotkania u siebie - z Cracovią i Pogonią Szczecin i dwa na wyjeździe - z Odrą Wodzisław i Arką (ostatnia kolejka). Praktycznie musiałaby wygrać wszystkie mecze, by zachować szansę na bezpieczną pozycję lub baraże. Ale i to może nie wystarczyć.
Z Groclinem zawodnicy "Czarnych Koszul" nie potrafili wykorzystać tego, że prowadzili 1:0 od szóstej minuty. Potem byli nieskuteczni i nie wytrzymali spotkania kondycyjnie. Po godzinie gry Groclin wyraźnie dominował. Dwa ładne gole strzelił Piotr Piechniak, pierwszego głową, drugiego po pięknej akcji z Bartoszem Ślusarskim.
- Walczymy do końca - mówi mimo beznadziejnej sytuacji swojego klubu pomocnik Martins Ekwueme. - Najgorzej jest schować głowę w kolanach i nic do siebie nie mówić. Jeszcze nas nie skreślajcie. Kazimierz Górski mawiał przecież: dopóki piłka w grze... - nie traci optymizmu rezerwowy napastnik Polonii Grzegorz Kmiecik.
Iskierką nadziei na występ w barażach dla warszawskiego zespołu są też licencje na przyszły sezon. Nie otrzyma jej jeden z wielkopolskich klubów Amica albo Lech (czeka ich fuzja), pod znakiem zapytania jest też los zadłużonego na siedem milionów złotych Górnika Zabrze.
Po tym meczu pewny utrzymania jest natomiast Groclin. - Mamy 34 punkty. Jesteśmy uratowani. Jakie widzę szanse dla Polonii? Aktualnie malutkie. Niestety - stwierdził trener Dyskobolii, przed laty pracujący w Warszawie Werner Liczka.
Co z Żurkiem?
Czy Jan Żurek, który miał uratować Polonię przed spadkiem, zostanie w klubie? Nikt z pracowników ostatniego zespołu w tabeli nie wypowiedział się na ten temat. Prawdopodobnie dziś będzie rozważana możliwość zmiany trenera. - To nie ode mnie zależy, czy tu zostanę, czy nie - powiedział na konferencji prasowej Żurek.
Bohater meczu: Piotr Piechniak
Zaczął mecz jako obrońca, skończył jako pomocnik, ale wyszło na to, że grał w ataku. Strzelił oba gole dla Groclinu.
Statystyki meczu:
Polonia-Groclin
16strzały15
6celne4
29faule17
3rzuty rożne5
2spalone2
0słupki i poprzeczki0
piątek, 21 kwietnia 2006
Pierogi i futbol
Pierogi i futbol
Nie kibice zmierzającej po drugie z rzędu mistrzostwo Anglii Chelsea, ale sympatycy nieznanego Reading są obecnie najszczęśliwszymi fanami piłkarskimi na Wyspach
Wszystko dlatego, że "The Royals" w nowym sezonie zagrają w Premiership. W ich 135-letniej historii stanie się to po raz pierwszy. Ojcem sukcesu jest John Madejski. Człowiek o polsko brzmiącym nazwisku to ulubieniec kibiców lidera The Championship. Już blisko miesiąc temu stało się jasne, że jego klub w cuglach wygra angielski odpowiednik naszej drugiej ligi. Ale podopieczni trenera Steve'a Coppella nie spoczęli na laurach. Dwie kolejki przed końcem rozgrywek mają na koncie 102 punkty i wielką szansę na przekroczenie 105 oczek, a więc na ustanowienie rekordu ligi.
Jak zapewnia Dariusz Wdowczyk, to człowiek wyjątkowy. Trener warszawskiej Legii z Madejskim spotkał się właśnie w Reading. - Pamiętam go jako człowieka niezwykle sympatycznego. Do tego Madejski udowodnił, że jest cierpliwy. Awans Reading to jego zasługa - ocenia "Wdowiec", który w klubie Madejskiego grał w latach 1994-98.
65-letni biznesmen na sukces czekał aż 16 lat. Ciekawie Madejski wypowiedział się tuż po spotkaniu, w którym "The Royals" zapewnili sobie promocję do ekstraklasy. - To niebywałe, że w tak krótkim czasie udało nam się awansować - stwierdził. Widać polskim prezesom czas płynie zupełnie inaczej niż ich angielskim kolegom.
Szef Reading nazwisko zawdzięcza ojczymowi. Polski lotnik walczący za Anglię podczas drugiej wojny światowej po jej zakończeniu poślubił matkę Johna Roberta Hursta, a miłością otoczył też przybranego syna. Madejski zapewnia, że właśnie ze względu na dobre kontakty z ojczymem cieszy się ze swej przyszywanej polskości. Wdowczyk potwierdza, że te deklaracje nie są puste. - Nie pamiętam, czy Madejski kiedykolwiek był w Polsce, ale wiem na pewno, że z naszym krajem miał kontakt poprzez rodzinę ojczyma - zdradza. Polskich drużyn Madejski pewnie nie zna, bo kto na Wyspach śledziłby nasze rozgrywki? Ale już o polskich kulinariach szef Reading pojęcie ma. - Poza zwyczajowymi "dzień dobry" czy "dobranoc" Madejski bezbłędnie wymawiał słowa "pierogi" i "kiełbasa" - wspomina Wdowczyk.
Smakosz Madejski fortuny dorobił się jednak w innej branży. W 1976 r. zaczął wydawać magazyn "Thames Valley Trader", na łamach którego sprzedawał głównie samochody, ale też domy i samoloty. W 1998 r. sprzedał wreszcie swe wydawnictwo. Na pozbyciu się Hurst Publishing zarobił 174 mln funtów. W tym samym roku lekką ręką wydał 50 mln funtów na budowę nowego stadionu dla swego klubu. Obiekt, który może pomieścić 24,7 tys. widzów, na cześć ofiarodawcy nazywa się Madejski Stadium.
Teraz prezes zapowiada rozbudowę stadionu (do 40 tys. miejsc) oraz letnią ofensywę transferową. Czy to znaczy, że Reading może wkrótce stać się potęgą Premiership? Czemu nie. Człowiek, który kocha sport, a ponadto dysponuje majątkiem szacowanym na 325 mln funtów (153. miejsce na liście najbogatszych Brytyjczyków), na pewno jest w stanie dokonać wielkich rzeczy.
Dariusz Wdowczyk o Reading
Choć nie mam już kontaktu z nikim z tego klubu, będę z zainteresowaniem śledził jego poczynania. Cieszę się, że Reading zagra w Premiership. Uważam, że pierwszy rok może być dla nich niezły, bo zwykle jest tak, że beniaminek dobrze radzi sobie w swym debiucie. Oczywiście będę trzymał kciuki za Reading, tak samo jak zawsze kibicuję Celticowi. A może nawet kiedyś wybiorę się na Madejski Stadium.
czwartek, 20 kwietnia 2006
DBL: emocje we Włocławku
DBL: emocje we Włocławku
Nerwy, faule techniczne, świetna obrona i na koniec zwycięstwo Anwilu Włocławek z Turowem Zgorzelec 69:62 w drugim meczu play-off Dominet Basket Ligi
W innych spotkaniach 1. rundy świetne występy indywidualne zawodników Polpaku Świecie i udany rewanż Energi-Czarni Słupsk ze Śląskiem Wrocław. Mistrz Polski Prokom-Trefl Sopot po raz drugi pewnie pokonał Polpharmę Starogard.
O drugiej wygranej Anwilu z Turowem zadecydowali rezerwowi - Gatis Jahovics, Seid Hajrić i Marcin Sroka nie tylko rzucili razem 36 punktów, ale na dodatek świetnie bronili. W końcówce decydowały dwa celne rzuty za trzy punkty - najpierw trafił Marius Prekevicius, a 57 s przed końcem na 64:58 podwyższył Dante Swanson.
Wcześniej, w 23. min na parkiecie był nawet trener Anwilu Andriej Urlep, który zdenerwował się wyrzuceniem Brenta Scotta (dwa faule techniczne za przepychanki). Jeszcze po trzech kwartach było 54:47 dla Turowa, ale ostatnia kwarta to popis defensywy Anwilu. Turów grał wczoraj bez jedynego prawdziwego centra Ernesta Browna, który ma skręconą kostkę i nie wiadomo, czy będzie gotowy na sobotni mecz.
Gorąco ponownie było w Słupsku - w końcówce trzeciej kwarty trener Czarnych Igor Griszczuk przez dwie minuty nie pozwalał wrócić na parkiet swoim zawodnikom, protestując w ten sposób przeciwko sędziom. - Taki już jestem. Po prostu Igor Griszczuk - mówił po meczu. Gospodarze wygrali, bo tym razem utrzymali do końca przewagę, którą na początku czwartej kwarty wypracował Aleksander Kudriawcew.
W Grudziądzu Polpak rozniósł Stal Ostrów 95:63. Fenomenalną skuteczność miał Żygimantas Jonusas, który zdobył 33 punkty (8/9 za trzy!). Zastępujący kontuzjowanego Steve'a Thomasa Jerome Beasley miał 23 punkty, 11 zbiórek i 8 asyst.
Rekordy padały także w meczu zdegradowanej Noteci Inowrocław z Azotami-Unia Tarnów. Goście do przerwy wygrywali 82:35, z czego drugą kwartę wygrali 45:15! Trzecią część Noteć wygrała 41:20, ale cały mecz przegrała 104:131. Trzecie triple-double w historii ekstraklasy (od 1998 roku kiedy zaczęto robić szczegółowe statystyki) miał rozgrywający Unii Bojan Malesević - 11 punktów, 15 zbiórek, 17 asyst.
Do ekstraklasy awansował po raz pierwszy w historii Kager Gdynia, który w decydującym meczu pokonał Zastal w Zielonej Górze 60:43.
1. RUNDA PLAY-OFF
Prokom - Polpharma 2:0
Anwil - Turów 2:0
Polpak - Stal 2:0
Czarni - Śląsk 1:1
Kolejne mecze w sobotę w Starogardzie, Zgorzelcu, Ostrowie i Wrocławiu.
Barca w fontannie radości, Milan pełen nadziei
Barca w fontannie radości, Milan pełen nadziei
Milan - Barcelona 0:1, czyli po półfinale piłkarskiej Ligi Mistrzów. "Barcelona pachnie Pucharem Europy" - zachwycają się Hiszpanie. - Porażka niezasłużona, ale sprawa awansu wciąż jest otwarta - odpowiada włoski trener Carlo Ancelotti.
"Wielkie", "historyczne", "wspaniałe" - tak sławi katalońska prasa zwycięstwo w szlagierze na San Siro, w którym zagrały dwie najlepsze europejskie drużyny ostatnich lat. Wyczuwa się, jak głęboki był kompleks Barcy wobec Milanu od czasu pamiętnej klęski 0:4 w finale Champions League sprzed 12 lat. Komentatorzy piszą wręcz, że drużyna Franka Rijkaarda właśnie udowodniła, kto rządzi w Europie.
Mediolańczycy przyjęli porażkę zaskakująco spokojnie. - Nawet jeśli rywale okażą się lepsi, nie będzie tragedii - powiedział prezes Adriano Galliani. - W ostatnich czterech sezonach dwa razy graliśmy w finale LM - raz w półfinale i raz w ćwierćfinale. Lepszego dorobku nie ma nikt, zazdroszczą go nam wszystkie kluby świata.
"Sport", czyli dziennik wybitnie probarceloński, wszystko już rozstrzygnął. "Tak, tak, tak, jedziemy do Paryża" - zatytułował tekst, który miał być... analizą spotkania. Dalej czytamy, że Barca zdobyła San Siro nie dzięki frontalnemu atakowi, lecz doskonałym pomysłom taktycznym Rijkaarda. Sprawiły one, że wielki Milan z Andrijem Szewczenką i Kaką nie był w stanie zdobyć gola w meczu u siebie. Nikt nie zauważa, że Barcy kilka razy pomogła słaba skuteczność Alberto Gilardino, choć "Sport" podkreśla przed rewanżem, że "Milan wciąż jest żywy".
Rijkaard - Ronaldinho ławki rezerwowych
Zimną krew zachowują za to piłkarze. - To jest najlepszy moment, byśmy utrzymali nogi na ziemi - mówi kapitan Barcy Carles Puyol. - Zrobiliśmy wielki krok w kierunku finału, jestem dumny z kolegów, ale potwierdziło się też, że Milan to wielka drużyna - wtóruje mu Ronaldinho. - Sprawa awansu jest otwarta, na Camp Nou możliwe jest wszystko - dodaje Brazylijczyk, który był bohaterem wieczoru. Asystował przy golu Giuly'ego w 57. min i trafił w słupek sześć minut później.
W madryckiej "Marce" wyczyny Ronaldinho spychają na dalszy plan nawet informacje, że Real chce kupić Adriano z Interu i Stevena Gerrarda z Liverpoolu. Największy sportowy hiszpański dziennik cytuje wywiad prezesa Barcelony Joana Laporty, który w wywiadzie dla "La Gazzetta dello Sport" sławi architekta sukcesu, Rijkaarda, obwołując go "Ronaldinho ławki rezerwowych". Być może te słowa mają wyciszyć szum wokół szkoleniowca, jaki wywołała książka Sandro Rosella. Były wiceprezes katalońskiego klubu pisze, że dwa lata temu Laporta kazał mu zwolnić Rijkaarda i negocjować z Brazylijczykiem Luisem Felipe Scolarim, a sam Rijkaard nie chciał transferu Ronaldinho.
Zagrać tak samo, tylko wygrać
Hołd trenerowi Barcy składają też Włosi. "Wielki malarz, który potrafi nie tylko stworzyć piękne obrazy, ale i zwyczajnie pomalować mury domu" - pisze "La Stampa", chwaląc jego pragmatyzm.
Choć jednak w Italii rozpaczają nad błędami defensywy (ten jeden jedyny Alessandro Nesty, który rozgrywał świetny mecz, ale pozwolił trafić do siatki Giuly'emu) i nieskutecznością najbardziej bramkostrzelnego ataku w Europie, to nikt nie przekreśla szans Milanu. - Sprawa awansu pozostaje otwarta, bo na tym poziomie nieważne, gdzie się gra - mówi Carlo Ancelottti. - Nie widziałem Barcy zachwycającej. Graliśmy tak samo dobrze, a może nawet trochę lepiej, mieliśmy przecież mnóstwo okazji podbramkowych. Nie zasłużyliśmy na porażkę - dodaje trener gospodarzy. Piłkarze zgadzają się z nim w stu procentach, Clarence Seedorf stwierdził nawet, że na Camp Nou "wystarczy zagrać tak samo, tylko wygrać".
Wtorkowy mecz obejrzało we włoskim Canale 5 ponad dziewięć milionów widzów, co jest rekordem sezonu w Lidze Mistrzów. Za tydzień, podczas rewanżu, ma paść kolejny.
Dla "Gazety" Zbigniew Boniek, były reprezentant Polski
Barcelona wygrała szczęśliwie, to Milan miał więcej lepszych okazji do strzelenia gola. Nie było to wielkie widowisko, stawka meczu sparaliżowała oba zespoły. Spowodowała, że piękno zostało gdzieś obok San Siro. Gdyby to był jeden mecz, powiedzmy o Puchar "Gazety Wyborczej", na pewno emocji byłoby więcej. A tak więcej było strategii, taktyki i spekulacji.
Przy tej klasie obu rywali każdy wynik był możliwy. O sukcesie nie zdecydował wcale geniusz Ronaldinho. On błyszczy i może czarować tymi swoimi sztuczkami, bo z tyłu ma doskonale ustawionych i zorganizowanych obrońców. Gra w bardzo mocnej drużynie. Gdyby występował w moim Widzewie, na pewno sam nie doprowadziłby go do finału Ligi Mistrzów. Nie czepiałbym się zmian, jakich dokonał Carlo Ancelotti [wprowadził na boisko dwóch obrońców i defensywnego pomocnika]. Na pewno wiedział, co robi. To rozsądny trener, widocznie nie miał innej możliwości.
Porażka abs
DBL: emocje we Włocławku
DBL: emocje we Włocławku
Nerwy, faule techniczne, świetna obrona i na koniec zwycięstwo Anwilu Włocławek z Turowem Zgorzelec 69:62 w drugim meczu play-off Dominet Basket Ligi
W innych spotkaniach 1. rundy świetne występy indywidualne zawodników Polpaku Świecie i udany rewanż Energi-Czarni Słupsk ze Śląskiem Wrocław. Mistrz Polski Prokom-Trefl Sopot po raz drugi pewnie pokonał Polpharmę Starogard.
O drugiej wygranej Anwilu z Turowem zadecydowali rezerwowi - Gatis Jahovics, Seid Hajrić i Marcin Sroka nie tylko rzucili razem 36 punktów, ale na dodatek świetnie bronili. W końcówce decydowały dwa celne rzuty za trzy punkty - najpierw trafił Marius Prekevicius, a 57 s przed końcem na 64:58 podwyższył Dante Swanson.
Wcześniej, w 23. min na parkiecie był nawet trener Anwilu Andriej Urlep, który zdenerwował się wyrzuceniem Brenta Scotta (dwa faule techniczne za przepychanki). Jeszcze po trzech kwartach było 54:47 dla Turowa, ale ostatnia kwarta to popis defensywy Anwilu. Turów grał wczoraj bez jedynego prawdziwego centra Ernesta Browna, który ma skręconą kostkę i nie wiadomo, czy będzie gotowy na sobotni mecz.
Gorąco ponownie było w Słupsku - w końcówce trzeciej kwarty trener Czarnych Igor Griszczuk przez dwie minuty nie pozwalał wrócić na parkiet swoim zawodnikom, protestując w ten sposób przeciwko sędziom. - Taki już jestem. Po prostu Igor Griszczuk - mówił po meczu. Gospodarze wygrali, bo tym razem utrzymali do końca przewagę, którą na początku czwartej kwarty wypracował Aleksander Kudriawcew.
W Grudziądzu Polpak rozniósł Stal Ostrów 95:63. Fenomenalną skuteczność miał Żygimantas Jonusas, który zdobył 33 punkty (8/9 za trzy!). Zastępujący kontuzjowanego Steve'a Thomasa Jerome Beasley miał 23 punkty, 11 zbiórek i 8 asyst.
Rekordy padały także w meczu zdegradowanej Noteci Inowrocław z Azotami-Unia Tarnów. Goście do przerwy wygrywali 82:35, z czego drugą kwartę wygrali 45:15! Trzecią część Noteć wygrała 41:20, ale cały mecz przegrała 104:131. Trzecie triple-double w historii ekstraklasy (od 1998 roku kiedy zaczęto robić szczegółowe statystyki) miał rozgrywający Unii Bojan Malesević - 11 punktów, 15 zbiórek, 17 asyst.
Do ekstraklasy awansował po raz pierwszy w historii Kager Gdynia, który w decydującym meczu pokonał Zastal w Zielonej Górze 60:43.
1. RUNDA PLAY-OFF
Prokom - Polpharma 2:0
Anwil - Turów 2:0
Polpak - Stal 2:0
Czarni - Śląsk 1:1
Kolejne mecze w sobotę w Starogardzie, Zgorzelcu, Ostrowie i Wrocławiu.
|
|